Minister środowiska Maciej Nowicki (bezpartyjny) ratuje twarz
podając się do dymisji. Czy ten resort zajmie się kiedyś ochroną
przyrody? My apelujemy o odebranie parków narodowych, wspólnego dobra
narodowego, politykom i samorządom!
Kolejna porażka resortu środowiska
(Publikujemy obszerne fragmenty listu Jakuba Medka, dziennikarza Gazety
Wyborczej w Białymstoku, jaki wysłał on do resortu środowiska. List
pozwala zrozumieć jakie mechanizmy stoją na przeszkodzie powiększenia
BPN i jakie błędy popełnia ministerstwo środowiska, a także co nam
grozi w ochronie przyrody. Tytuły od redakcji strony.)
Zwracam się do państwa jako dziennikarz i publicysta zajmujący się na
co dzień ochroną przyrody i Puszczą Białowieską. Jako osoba, którą
pytali państwo czasem o zdanie w tych sprawach. W końcu jako człowiek,
który ma przecież dokładnie takie same cele jak państwo. Czyli ochronę
polskiej przyrody generalnie a jej perły – Puszczy Białowieskiej - w
szczególności. Sekundowałem w duchu i publicznie państwa zamierzeniom w
tym kierunku od samego początku. Trzymałem kciuki za tę inicjatywę,
kiedy mogłem służyłem radą. Ale coraz wyraźniej widzę, że wszystko
zmierza w bardzo niedobrym kierunku. Trudno żebym w tej sytuacji nie
próbował się z państwem podzielić swoimi spostrzeżeniami.
Obecna sytuacja. Alegorycznie z
zewnątrz sytuacja wygląda mniej więcej następująco: Ministerstwo
(reprezentujące państwo) jest właścicielem dużego gmachu użyteczności
publicznej – Puszczy Białowieskiej. Zarządzanie kamienicą resort
powierzył dwóm administratorom – parkowi narodowemu i Lasom Państwowym
(obie instytucje podlegają ministerstwu, w obu minister mianuje
dyrektorów). Teraz właściciel postanowił, że część budynku zmieni
administratora. Rzecz normalna. Tyle że tu właśnie kończy się
normalność. Bo właściciel załatwia wszystko w przedziwny sposób –
zamiast jednemu z administratorów – Lasom Państwowym - wydać polecenie
przekazania terenów drugiemu z administratorów, czyni z niego de facto
stronę w negocjacjach, w dodatku stronę ewidentnie zamierzeniom
właściciela nieprzychylną. Do tego jeszcze cała procedura przekazania
podlega uzgodnieniom z lokatorami z kwaterunku, czyli samorządami. Żeby
było jeszcze śmieszniej, spośród lokatorów najwięcej mają do
powiedzenia ci, którzy są pracownikami jednego z administratorów (Lasów
Państwowych), a pośrednio ministerstwa środowiska. Wychodzi więc na to,
że ministerstwo negocjuje z samym sobą, i w dodatku te negocjacje
przegrywa .
Znam doskonale uwarunkowania prawne, swoją drogą powstałe z myślą, pod
kątem i na zamówienie samorządowców z Puszczy Białowieskiej, o których
przed chwilą pisałem. Rozumiem, że tego elementu w skomplikowanej
układance poszerzania parku obejść się obecnie nie da. Ale nie ma
żadnych przepisów, które nakazywałyby ministerstwu traktować podległą
sobie instytucję, czyli Lasy Państwowe jak partnera w negocjacjach. Są
natomiast liczne regulacje, którymi można skutecznie zablokować
występowanie pracowników przeciwko interesom właściciela. Ale państwo
tego nie robią. Państwo pozwalają się ogrywać jak małe dzieci w
piaskownicy łobuzowi z procą, zmierzając w sposób nieuchronny w stronę
„sukcesu”. Cudzysłów przy ”sukcesie” jest w pełni zamierzony. Więcej,
gołym okiem widać będzie, że ów „sukces”, to w rzeczywistości dotkliwa
porażka. Poszerzając park narodowy w taki sposób, pod dyktando Lasów
Państwowych i samorządów, ministerstwo nie tylko nie poprawi w żaden
sposób stopnia ochrony Puszczy Białowieskiej, ale zaszkodzi przyrodzie
w całym kraju.
Sukces, który jest porażką.
Występując z propozycją Pakietu dla Puszczy minister na „dzień dobry”
założył kompromis, proponując objęcie parkiem zaledwie 50%
drzewostanów. W dodatku duża część powierzchni którą resort brał pod
uwagę, już jest chroniona jako rezerwaty przyrody. Czyli tak naprawdę
wyłączenie z produkcji dotyczyłoby powierzchni mniejszej niż
zadeklarowane 20 tysięcy hektarów.
Po pół roku negocjacji minister Zaleski oficjalnie w Senacie ogłasza,
że na tym etapie zamiast powiększenia o 20 tysięcy hektarów, może
trzeba będzie zadowolić się niecałymi ośmioma, bo tyle ze swojej strony
proponują gminy. Tyle że ponad połowa terenów zaproponowanych przez
gminy już jest rezerwatami przyrody. W wyniku takiego poszerzenia ilość
terenów chronionych w Puszczy Białowieskiej wzrośnie w rzeczywistości
może o 3 tysiące hektarów, czyli wielkość powierzchni chronionej w
unikatowym na skalę światową ekosystemie wzrośnie o kilka
procent. Gmina Białowieża oddaje de facto 400 ha a gmina Hajnówka 600
ha A to jest, jak by nie patrzeć, klęska. Klęska, której w żaden sposób
nie da się sprzedać jako sukcesu.
Przy okazji tu pojawia się dość istotne pytanie – za co w takim wypadku lokalne gminy mają otrzymać Pakiet dla Puszczy?
W często podnoszonej przez nie kwestii podatku leśnego (w
rzeczywistości stanowiącego marginalne pozycje w samorządowych
budżetach) przy takim poszerzeniu praktycznie nic się nie zmieni. Taksa
podatku za rezerwaty i park narodowy jest identyczna, pod tym względem
nic się więc nie zmieni. Zarówno z rezerwatów jak i z parku drewna się
nie pozyskuje, więc argument o stratach w istotnym dla lokalnej
gospodarki sektorze (również zresztą wyolbrzymianym) i związanymi z nim
miejscami pracy również traci rację bytu. W ostatniej ekscytującej
samorządowców kwestii – czyli zbiorów runa leśnego czy ogólnej
dostępności sytuacja uległaby nawet poprawie. W znaczącej części parku
runo zbierać można, można też wówczas poruszać się tam poza szlakami. W
rezerwatach już takiej możliwości nie ma i wynika to nie z czyjejś złej
woli, ale przepisów.
Przy tak symbolicznym powiększeniu parku pakiet, który miał stanowić
wzorzec zrównoważonej gospodarki, stanie się czymś całkowicie
nieuzasadnionym i skrajnie dla jego beneficjantów demoralizującym.
Dostaną wielokrotność swoich budżetów za nic. To na całe lata
sparaliżuje możliwość dalszego poszerzania parku narodowego nie tylko w
Puszczy Białowieskiej, ale tak naprawdę gdziekolwiek. Każdy do kogo się
bowiem resort w takiej sprawie zwróci, będzie chciał tyle samo za
równie niewiele.
Błędy resortu. Trudno nie
zauważyć, że resort od samego początku popełnił w negocjacjach szereg
błędów. Pierwszym i kto wie czy nie najpoważniejszym, było wyłączenie
(na wyraźne życzenie samorządów i LP) z dialogu o poszerzeniu sektora
pozarządowego. Tu nawet nie chodzi o to, że w państwie demokratycznym
takie praktyki są po prostu passée. Dzięki organizacjom ekologicznym
resort mógłby występować w negocjacjach w roli mediatora, a proponowane
przez niego rozwiązania w sposób oczywisty stanowiłyby pewien „złoty
środek”, znacznie łatwiejszy do zaakceptowania dla strony samorządowej.
Minister mógłby występować w roli „dobrotliwego ojca” hamującego zapędy
radykalnych ekologów.
Nie bez znaczenia dla przebiegu negocjacji byłby też zasób ich
doświadczeń w kwestii lokalnych realiów. A tego ewidentnie zabrakło.
Chociaż do poszerzenia parku potrzebna jest zgoda rad gmin, pierwszym
podmiotem w negocjacjach był powiat i jego władze. To już na wstępnie
utworzyło szereg niepotrzebnych napięć zwłaszcza, że relacja między
władzami powiatu a na przykład gminą Białowieża są fatalne. Resort nie
próbował też w żaden sposób wykorzystać w rozmowach liderów lokalnej
społeczności, osób o dużym autorytecie na tym terenie.
Zespół negocjacyjny ministerstwa nie szukał też wsparcia czy zaplecza u
wojewódzkiego samorządu. A to na pewno uwiarygodniłoby Pakiet. Mówiąc
obrazowo – Warszawa dla gmin jest znacznie dalej od Białegostoku.
Inną kwestią, którą w rozmowach z państwem poruszałem już na początku
negocjacji, była sprawa równoważenia marchewki kijem. Każdej państwa
propozycji złożonej samorządom powinno towarzyszyć przedstawienie
realnego zagrożenia. Może to i mało eleganckie, ale tak właśnie się
negocjuje chcąc odnieść sukces.
Brak równoległych działań pokazujących że resort ma inne możliwości
ochrony Puszczy Białowieskiej wzmocniłby państwa pozycję. Pokazał, że
wy nie prosicie o zgodę, ale wyciągacie rękę z propozycją. A tymczasem
resort pozwolił się ustawić w roli petenta.
Państwo już na samym wstępie pozbawili się niewątpliwego atutu.
Przekazując jeszcze przed rozpoczęciem rozmów środki na sprawę dla
lokalnych samorządów najpilniejszą – czyli zakład zagospodarowania
odpadów – stracili państwo bardzo potężną dźwignię. Tak naprawdę to
jedyna rzecz na jakiej gminom zależało, bo przekładająca się
bezpośrednio na wynik przyszłorocznych wyborów. Bez was by tego nie
wybudowali, wywóz śmieci stałby się horrendalnie drogi.
Od razu i zdecydowanie należało też zamknąć sprawę często
wykorzystywanego przez samorządy Kontraktu dla Puszczy z lat 1998-2000.
Wbrew temu co mówią gminy nie stanowił on rekompensaty za poszerzenie
parku w roku 1996, ale miał prowadzić do kolejnego poszerzenia.
Tymczasem w roku 2000 gminy jednoznacznie wypowiedziały się w tej
kwestii. Przypomnę tylko zorganizowaną przez Lasy Państwowe
demonstrację w trakcie której obrzucono ministra Tokarczuka jajkami.
Kto z kim negocjował? Fatalnie
wręcz, że nie zwracają państwo w żaden sposób uwagi na udział
pracowników puszczańskich nadleśnictw w negocjacjach. A rzecz wymaga tu
zdecydowanej i jednoznacznej kontry, pokazania że nie ma zgody na takie
praktyki, przeczą one bowiem jakimkolwiek zasadom transparentności. I
tak po pierwsze jedna z grup zawodowych jest w negocjacjach
zdecydowanie nadreprezentowana, po drugie to grupa, która ma w
nieposzerzaniu parku osobisty interes (płace w parku są jednak wciąż
nieco niższe, poziom władzy zaś zdecydowanie).
Oto bowiem pierwsze skrzypce w negocjacjach grają: przewodniczący rady
gminy Narewka - na co dzień leśniczy w nadleśnictwie Browsk,
przewodniczący rady gminy Hajnówka - jeden z leśniczych tutejszego
nadleśnictwa, oraz białowieski radny - inżynier nadzoru tutejszego
nadleśnictwa, wspierany przez dwóch radnych leśniczych i dwóch radnych
nauczycieli szkoły leśnej. Szczególnie aktywni – jako autorzy gminnych
propozycji poszerzenia są zwłaszcza ci z Białowieży i Hajnówki. Do
tego, na co zwracałem uwagę już na początku, ci ludzie są właściwie
państwa pracownikami.
Trąci schizofrenią. Sytuację
dodatkowo skomplikowało odwołanie dyrektor parku. Powody dla których to
zrobiono – czyli proces jej poprzednika w którym jest oskarżona i
fatalna atmosfera w samym parku nie są niczym nowym i nie trwają od
wczoraj. Albo trzeba było ją odwołać przed rozpoczęciem negocjacji,
albo zaczekać na ich zakończenie.
Swoją drogą na zorganizowanej przez państwa resort wrześniowej imprezie
z okazji 600-lecia ochrony Puszczy, jednym z prezentów dla gości był
przewodnik, w którym w kilku miejscach pisze się o tym, że obecny
sposób i stopień ochrony puszczy jest najlepszym z możliwych. Trąci
schizofrenią – prawda?
Zamiast narodowych – parki gminne.
Już w toku negocjacji strona samorządowa dawała niejednokrotnie do
zrozumienia, ze chce mieć wpływ na zarządzanie parkiem. Stąd te
postulaty o uzgadnianiu z samorządami decyzji parku czy powoływaniu rad
naukowo-społecznych w miejsce naukowych. Teoretycznie nie pozwalają na
to przepisy, ale gdyby rzeczywiście w fotelu dyrektora usiadł ktoś z
namaszczenia samorządów, to w praktyce tak by to wyglądało. A to byłby
koniec parku. Pomijam kwestię tego, że ochrona przyrody jest według
Konstytucji zadaniem państwa, nie samorządów. Tu chodzi o konkretne
postulaty czy pomysły gmin, nijak się mające do ochrony przyrody.
Przypomnę o co przede wszystkim chodzi: o zezwolenie na zabudowę polan
puszczańskich pod samą granicę lasu. Kilka tygodni temu w Echach
Leśnych wójt Narewki skarżył się otwarcie na park, bo ten nie chciał
utworzyć miejsca ogniskowego na Uroczysku Głuszec, czyli w miejscu
leżącym półtora kilometra w głąb parku, kilometr od granicy rezerwatu
ścisłego. W tym samym miejscu miałaby zresztą kończyć bieg kolejka
wąskotorowa z Białowieży – kolejny z niedopuszczalnych z punktu
widzenia ochrony przyrody pomysłów. Krótko mówiąc – park według pomysłów gmin powinien być swego rodzaju disneylandem.
Czas na konkluzje – moim zdaniem w tej chwili jedyną metodą na poprawę
stanu ochrony Puszczy Białowieskiej jest rezygnacja z negocjacji (bądź
ich bezterminowe zawieszenie) przy równoczesnym podjęciu innych
działań. Park narodowy to najwyższa forma ochrony przyrody w Polsce.
Ale formy niższe (rezerwaty) są równie skuteczne a znacznie łatwiejsze
do wprowadzenia. W dodatku nie wykluczają poszerzenia parku w
przyszłości. Jednym słowem nie są „zamiast”, ale „zanim”.
No i nie wymagają uzgodnienia z samorządami. Do tego resort powinien
skutecznie nadzorować instytucje odpowiadające za sporządzenie zadań
ochronnych dla obszaru Natura 2000 zmuszając je do jak najszybszego
ukończenia prac nad tym dokumentem. Podobnie rzecz ma się z planami
ochrony już istniejących rezerwatów, które właśnie wygasają. Resort
mógłby też wprowadzić coś w rodzaju zbioru zaleceń ochronnych dla
całego obszaru Puszczy Białowieskiej. Szczegółowa propozycja takich
zaleceń trafiła do resortu już kilka miesięcy temu. Do tego dochodzi
oczywiście sprawa strefy wolnej od polowań. Wniosek w tej sprawie
również leży w resorcie.
Ogromne znaczenie ma też sprawa uporządkowania ładu przestrzennego; na
gminy należy w sprawie przyjęcia planów naciskać nieustannie, tylko ich
wprowadzenie jest w stanie skutecznie zahamować tendencje do
niekontrolowanego zabudowywania polan puszczańskich.
Z wyrazami szacunku
Jakub Medek